Awatar-ksiazka_b_sml_120

Noc nad Europą

Autor:  Kamil Wajer
Gatunek: Poezja
Wydawca:  Wydawnictwo Eperons-Ostrogi
Data wydania: 2015
Data dodania:  24 lipca 2016, 21:04:46
ISBN:  978-83-940873-0-2

Krótki opis:

60 wierszy będących podróżą przez miasto, miasto będące zarazem alegorią kraju, kontynentu, planety, wszechświata nierozerwalnego z autorem, wszechświata będącego ciałem, którego autor jest więźniem. Będąc więźniem otaczającej go i absolutnie nieróżnej od niego rzeczywistości autor staje się równocześnie jej kochankiem, rozmówcą, matką, ojcem, siostrą i bratem, powiernikiem a w ostatecznym rozrachunku kontemplującą go świadomością i jedynym, niepodzielnym władcą. Wiersze podzielone są według pór roku – tomik otwierają wiersze letnie, pełne światła i ciepła, po nich następuje jesień, zima, wiosna i powrót do lata. Niemal cały czas obecne jest miasto: ludzie, tramwaje, praca, rozmowy, telewizja, radio, kamienice, restauracje, sprawy bieżące, niezliczoność sytuacji, które spotykają nas w mieście; kolejne przebudzenie się w mieście, kolejna noc nad dachami. Język poety jest żywy, oscylujący między subtelnością i wyszukaną, celną metaforyką a językiem zupełnie zwykłym, nierzadko niecenzuralnym. Prawie wszystkie wiersze zostały spisane między 34 a 36 rokiem życia autora.

Fragment:

 

40°C

 

z mineralną w środku miasta 
na kacu 
tramwaje nie przyjeżdżały chciałem płakać 
chciałem mordować wyżelowanych chłopców

i ubrane na biało dziewczęta
ratować psy i dzieci przed niechybną agonią

 

chciałem ściąć głowę słońcu

 

za żywota
za to że nie wie
za to że świeci zbyt mocno i nad upadłym światem
mogłoby znaleźć planetę gdzie żyją jaszczurki

a nie delikatne neurotyczne pojebane małpy

 

podniosłem więc okulary

popatrzyłem nań wprost 
zapaliłem papierosa

 

żar za żar

 

Przedpokój śmierci

 

spałem na strychu
bałem się majowych nocy okruchów chleba muzyki zza ściany gołębi
bałem się mężczyzn i kobiet
w dzień pracowałem w najstraszniejszych kuchniach tego miasta
pachniałem mąką potem krwią ogniem ziołami
wieczorem nie widywałem nikogo prócz kotów
starzec do którego należał pokój przychodził co dzień

miał czerwone nagie dziąsła i żółte oczy
nim w końcu zapłaciłem mu czynsz – umarł
umarł zanim odciął światło
zanim wyłączył prąd

gdybyś tylko wiedziała jak to jest

gdy jesteś sam gdy nie masz nic gdy nie należysz do nikogo
i patrzysz przez malutkie okno
jak wielkie słońce gaśnie jak zapala się miasto

jak burczą chrabąszcze i świerszcze

jak suną w dole kobiety mężczyźni tramwaje
gdy nie wiesz w co zmieni się ta noc tak łagodna
objęłabyś mnie dziś mocniej
mówiłabyś do mnie 
naprawdę

 

 

Puk puk

 

spałem jak trup i obudziłem sie nagle
wrzała jesień 
ta poranna najgorsza 
z masą światła i kolorów
z drzewami jak istoty które właśnie opuściły ciucholandy
i tryumfują

co zrobić

stoję z kawą i chwieję się na tym lekkim wietrze
słońce liże mnie jak umierający pies

czekam aż odkleją się oczy

 

Father

 

Noe widział  dziewięćset zim

pod koniec życia chciał zbudować statek
upchnąć w nim dzieci i rogate bydło
następnie żyrafy pumy lamparty
jaszczurki zielone żabki
Saturna Neptuna błyszczący Orion
może całe życie

 

chciał 

zostawić i zabrać zarazem wszystko
chciał odpłynąć

 

przeżyj dziewięćset zim

w ostatnie sto siedź 
śliń się
i patrz w morze

 

Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka

no nie czytam

mam pełno książek na półkach i na podłodze ale mi się nie chce 
dziś patrzę na deszcz i skręcam papierosy
a ty co taka literacka blachara czy jak

trzymasz pewnie Sylvię Plath na półce jak niektórzy w garażu nowe BMW

Blake kochał analfabetkę Rydel także

Rimbaud i Gide odchodzili od zmysłów przy czarnych niepiśmiennych chłopcach

Whitman uciekał w góry lub nad Missisipi

i tam znajdował nietkniętych literaturą kochanków

traperów Indian

muskularnych Szwedów usiłujących wydrzeć ziemi złoto

i jeśli któryś z nich coś napisał to pewnie tylko po to

aby drgnęła ta twoja niedokrwiona cipka pojaśniało serce i pogłębił się oddech

abyś w końcu ustawiła książki tak by móc postawić na nich kubek z kawą

abyś znalazła np. greckiego kucharza i po cichu opuściła z nim miasto
abyś zrozumiała że szpony świata

są niewysłowione

 

***

 

dostałem propozycję pracy 
mało płatnej i tylko na miesiąc
pole cytryn w Hiszpanii 
dziesięć kilometrów od morza
co ja mam zrobić
teraz  gdy mam etat w mieście opłaty

i córkę która chce dwieście euro na festiwal rockowy
chcę do tych cytryn

chcę schylać się i dotykać drzewa 
co ja mam zrobić 
z rękami ukrzyżowanymi na ctrl i enter
z głową uwiezioną między słuchawkami

 

***

 

oddalamy się od siebie z prędkością
(och wiesz jak światło jest wolne pamiętasz ile się stało
nim doszło do twoich włosów gdy leżałaś u mnie
w niedzielę w sierpniu całkiem naga
i ludzie tak sztywno i uroczyście szli do kościoła u augustianów
rzucaliśmy na nich niedopałki ekskomunikowaliśmy ich ubrania
ich niedzielny obiad ich wszystkie zwyczaje ich dzieci
wróciliśmy o piątej i nie spaliśmy i to właśnie światło
tak bardzo powoli
przebiło nam miednice i głowy zgięło blachę dachów
otwarło przestrzeń splotło języki i ręce i już nie miałem
nic nic
żadnych słów w suchych ustach

 

 

 

 

 

 

Komentarze (2)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się